Nie ma jesieni bez szarlotki. Gdy skrzynka antonówek czeka w spiżarni, a w domu pachnie cynamonem, wiem, że nadszedł właściwy moment. Dobra szarlotka stoi na dwóch filarach: kruchym, maślanym spodzie i jabłkach, które nie pływają w soku.
Ciasto, które się nie kruszy w rękach
Mąkę, zimne masło, cukier puder, żółtka i łyżkę śmietany zagniatam szybko, najlepiej schłodzonymi dłońmi. Im krócej wyrabiam, tym ciasto będzie bardziej kruche — długie ugniatanie rozwija gluten i robi się twarde. Gotową masę dzielę na dwie części, zawijam w folię i wkładam na godzinę do lodówki, a nawet na chwilę do zamrażalnika.
Sekret jabłek bez nadmiaru soku
Antonówki obieram, kroję w kostkę i podduszam na patelni z odrobiną cukru i cynamonem, aż odparuje woda. Ten krok to różnica między zwartą szarlotką a rozmokniętym spodem. Studzę masę przed nałożeniem.
- Antonówka albo szara reneta — kwaśne jabłka trzymają kształt i smak.
- Łyżka bułki tartej na spodzie chłonie resztki soku.
- Górę ścieram z zamrożonego ciasta na tarce o grubych oczkach — wychodzi ładna kratka.
Pieczenie i podanie
Piekę w 180°C około 45 minut, aż wierzch się zezłoci. Najtrudniejsze jest czekanie — szarlotkę kroi się dopiero po wystudzeniu, inaczej spód się rozpadnie. Lekko ciepła, oprószona cukrem pudrem, z kleksem bitej śmietany, smakuje jak najlepsze wspomnienie z dzieciństwa.