Placki ziemniaczane to obiad ratunkowy, który zawsze się udaje — pod warunkiem, że unika się kilku pułapek. Bo nie ma nic gorszego niż papkowate, szare placki, które rozpadają się na patelni.
Ziemniaki to podstawa
Wybieram odmiany mączyste, typu C, które mają dużo skrobi i dobrze się kleją. Ścieram je na drobnej tarce, a potem — i to jest klucz — odciskam z nadmiaru wody przez ściereczkę. Im suchsza masa, tym chrupiące placki.
Co dodać, a czego unikać
- Jedno jajko i łyżka mąki na cztery duże ziemniaki — tyle wystarczy, by masa się trzymała.
- Starta cebula dodaje smaku i zapobiega ciemnieniu masy.
- Bez nadmiaru mąki — za dużo robi z placków gumę.
Smażenie na złoto
Patelnia musi być dobrze rozgrzana, a oleju tyle, by placki w nim lekko pływały. Nakładam cienkie porcje łyżką i nie dotykam ich, dopóki brzegi się nie zezłocą. Zbyt wczesne przewracanie to przepis na rozpadające się placki.
Podaję je na słono — z gęstą śmietaną i szczypiorkiem — albo na słodko, oprószone cukrem. U mnie w domu zawsze toczy się spór, która wersja lepsza, i właśnie dlatego smażę zawsze podwójną porcję.