Faworki, zwane też chrustem, to karnawałowy przysmak, który chrupie i rozpływa się w ustach. Ich tajemnica leży w cieście wyrobionym z odrobiną alkoholu i w odpowiednio gorącym tłuszczu — wtedy są lekkie jak piórko.
Ciasto z charakterem
Do mąki dodaję żółtka, łyżkę śmietany i odrobinę spirytusu lub octu. Alkohol sprawia, że faworki mniej nasiąkają tłuszczem. Ciasto wyrabiam długo, a potem — to stara sztuczka — wybijam je wałkiem albo rzucam o blat, by napowietrzyć i uczynić kruchszym.
Cienko i równo
- Bardzo cienkie rozwałkowanie to klucz do kruchości.
- Charakterystyczne nacięcie w środku, przez które przewlekamy koniec wstążki.
- Smażenie partiami, by nie wychłodzić tłuszczu.
Temperatura tłuszczu
Tłuszcz musi mieć około 180°C — faworek wrzucony do niego powinien od razu zacząć się rumienić i wypływać. Za niska temperatura sprawia, że ciasto nasiąka i robi się ciężkie. Usmażone na złoto odsączam i oprószam cukrem pudrem. Pudrowy ślad na ustach to nieodłączny znak udanego karnawału.