dynia

Dynia w kuchni: od kremowej zupy po pieczony deser

Dynia w kuchni: od kremowej zupy po pieczony deser

Kiedy poranki robią się chłodne, dynia hokkaido na bazarze kosztuje grosze, a jej pomarańczowy miąższ aż prosi się o garnek. Lubię ją za to, że nie wymaga obierania — skórka odmiany hokkaido po upieczeniu jest miękka i jadalna, więc oszczędzam czas i nie kaleczę palców o twardą łupinę.

Zupa krem, która grzeje od środka

Podstawa jest prosta: pokrojoną dynię i jedną cebulę podsmażam na łyżce masła, dolewam bulion warzywny tak, by ledwie zakrywał warzywa, i gotuję dwadzieścia minut. Po zblendowaniu dodaję łyżkę śmietany 18% i szczyptę gałki muszkatołowej. Sekret głębi smaku to odrobina świeżego imbiru startego na tarce — daje ciepłą, lekko pikantną nutę bez ostrości.

Czego nie warto pomijać

  • Prażone pestki — własne pestki dyni opłucz, osusz i upraż na suchej patelni; chrupią lepiej niż kupne grzanki.
  • Kropla oleju z pestek dyni na talerzu robi z domowej zupy danie jak z restauracji.
  • Pieczenie zamiast gotowania — gdy upieczesz dynię w piekarniku, miąższ karmelizuje się i zupa wychodzi słodsza.

Słodka strona dyni

Z tej samej dyni robię deser, który znika ze stołu w kwadrans. Upieczony miąższ rozgniatam widelcem, mieszam z dwoma jajkami, łyżką miodu i cynamonem, przelewam do kokilek i piekę w kąpieli wodnej. Wychodzi coś pomiędzy budyniem a sernikiem — aksamitne, niezbyt słodkie, idealne na jesienny wieczór.

Dynia wybacza błędy: jeśli zupa wyjdzie za gęsta, dolej bulionu; jeśli za rzadka, dorzuć ugotowanego ziemniaka i zblenduj ponownie. To warzywo, które uczy gotowania bez stresu — i właśnie dlatego wraca na mój stół przez całą jesień.