Buraki to warzywo, które niesłusznie ląduje na końcu listy zakupów. Tanie, dostępne przez całą jesień i zimę, a do tego wszechstronne — od ostrej ćwikły po aksamitny krem. U mnie pieką się w piekarniku co tydzień.
Pieczenie zamiast gotowania
Zamiast gotować buraki w wodzie, w której tracą kolor i słodycz, owijam je w folię i piekę w 200°C przez godzinę. Skórka schodzi wtedy sama, a miąższ jest słodki i intensywnie czerwony. To moja baza do wszystkiego.
Ćwikła z chrzanem
Upieczone buraki ścieram na tarce, mieszam ze świeżo startym chrzanem, łyżką octu jabłkowego, szczyptą cukru i soli. Odstawiam na dzień, żeby smaki się przegryzły. Taka ćwikła to nieodłączny dodatek do mięs i wędlin, a jej ostrość przełamuje tłustość pieczeni.
- Krem z buraków — zblenduj pieczone buraki z bulionem i odrobiną koziego sera.
- Sałatka — kostka buraka, orzechy włoskie i feta z miodowym winegretem.
- Chipsy — cienkie plastry pieczone na chrupko z odrobiną oliwy.
Mała rada na poplamione dłonie
Buraki barwią wszystko, czego dotkną. Pracuję w rękawiczkach, a deskę i ręce po obróbce przecieram plasterkiem cytryny — kwas rozjaśnia czerwone plamy lepiej niż samo mydło. Dzięki temu buraczana uczta nie kończy się malowaniem kuchni na różowo.